czwartek, 24 grudnia 2015

ZDROWYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

Wszystkim spokrewnionym jak i spowinowaconym oraz zaprzyjaźnionym - moc serdeczności - ciepłej atmosfery świątecznej - spełnienia marzeń i uśmiechu spokojem ducha ogarniętego.

środa, 25 listopada 2015

O MÓJ ROZMARYNIE ROZWIJAJ SIĘ!


 Bez obaw, nie będę nikogo katował swoim pozbawionym talentu pieśniarskiego głosem. Takie małe skojarzenie starej piosenki wojskowej, niegdyś bardzo popularnej, z dzisiejszym moim postępowaniem względem pewnej roślinki, która trafiła trzy dni temu w moje dłonie. Sadzonkę kupiła mi szwagierka w Lidlu – ostatnią zresztą jak powiedziała. Mam takie małe szczęście do kupowania ostatnich sztuk w tej sieci sklepów. Czasami jest to ratowanie już na wpół uschniętych roślinek a one odwdzięczają się za uratowanie egzystencji pięknym rozwojem. Ale wracając do dzisiejszego poranka i wzmiankowanej sadzonki.


Wyciąłem sekatorem pięć najdłuższych gałązek i pozbawiłem je najniższych listków, tak na około pięciu centymetrach od miejsca cięcia. Niby inni zalecają, aby listki, które wyglądają niczym grubsze igły typowe dla drzew iglastych, wycinać sekatorem, ale ja wolałem je delikatnie pourywać. Czy był to dobry wybór? Czas pokaże.











Gałązki włożyłem do słoiczka zalewając, odstałą wodą kranową, której używam do podlewania kwiatów. Teraz za kilka dni będzie wiadomo czy dobrze zrobiłem wykorzystując czas tuż przed pełnią księżyca, czy lepiej było poczekać dwa tygodnie i zrobić sadzonkowanie na początku wznoszenia księżyca tuż po nowiu. Jakoś do tej pory nie było mi dane osobiście rozmnażać tego zioła a i w kuchni jakoś nie używałem go dotychczas. Żywiczny zapach doskonale wzbogaci aromat potraw, a może i jakieś kombinacje octowe czy oliwne też urozmaici. 


wtorek, 24 listopada 2015

ŚNIEGIEM POBIELANE

Zaczęło się!

Mamy pierwszy śnieg w tym sezonie, który leży od wczoraj. Służby komunalne jak zwykle zaskoczone zostały i łaskawie pozwalają pieszym rozdeptywać śnieg i lód na chodnikach w nadziei zapewne, że nikomu nic się nie stanie przykrego a oni zaoszczędzą sporo kasy przeznaczonej na utrzymanie zimowe. Słońce świeci całkiem obficie zalewając swym dobrotliwym żarem ten tak krótki prawie zimowy acz jeszcze jesienny dzień. W rynnach już przestał szemrać potok stopionych pokładów lekkiej pierzynki puchowej, jaką był otulony przez kilka godzin dach, uwolniony od balastu ostrymi promieniami przemykającego po nieboskłonie swym rydwanem słońca. Od czasu do czasu ulatują ku ziemi kłębuszki śniegowego puchu uwalniając gałązki drzew i przewody telekomunikacyjne, okraszając tu i tam przechodniów, by rozpłynąć się po chwili. Koszmarnie prowadzi się w takim natężeniu promieni, więc nie zazdroszczę tym, którzy muszą jechać gdzieś tam przed siebie prywatnie czy służbowo. " Dioni "wychodzi jeszcze jedynie na krótkie spacery w najbliższym otoczeniu domu. Kto by przypuszczał, że po kilkudziesięciu minutach na nawet nie tak intensywnym deszczu zapadnie na coś w rodzaju zapalenia korzonków? Fakt! Moja wina, nie wziąłem takiego zakończenia spaceru pod uwagę. Ba! Nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego może się przydarzyć. Niestety, życie uczy pokory i mam nadzieję, że już tak kardynalnych błędów w wychowaniu psiny nie popełnię. Skleciłem kilka zdań i widzę, że udało mi się dotrzymać samemu sobie danego słowa, że od dziś zacznę pracować po kilkadziesiąt minut dziennie nad swoim pisaniem bez względu czy będzie to jedynie pisanie dla siebie czy do bloga. Koniec rozpieszczania się nad sobą. Od pobytu w szpitalu, kiedy to miałem zabieg na otwartym sercu minęło już trzy lata i koniec certolenia. Czas zacząć coś robić żeby przeciwstawić się beznadziejnej miernocie powolnego zastygania w bezrobociu. Czas na zmiany! Dzień za dniem przecieka pomiędzy palcami a tych ni ubywa z życia zamiast przybywać. Z każdym dniem przybliżamy się ku własnemu końcowi, zadając sobie pytanie bez odpowiedzi; Cóż po mnie pozostanie na tym szarym łez padole? Słońce powoli chowa swoje promienie za budynki i jedynie błękit nieba pozwala radować się pięknym dniem. Jeszcze kwadrans czy dwa i zacznie się robić ciemno i kolejna długa noc tego czasu jesienno zimowego się rozpanoszy ponad zmrożonymi połaciami lasów i łąk. Nawet nie przypuszczałem, że tyle dziś napiszę i mile sam siebie zaskoczyłem, przyznać nieskromnie muszę. Plan na najbliższe dni! Podsumowanie mijającego roku działalności w Oriflame. Kilka uwag na temat wychowania szczeniaka w dzisiejszych czasach i warunkach genetycznych populacji. Coś o nasiennictwie w moim wykonaniu osobistym. A dalej to już czas pokaże. Zamysł jest taki żeby blog zmienił się bardziej w felieton cykliczny niż sporadyczny wpis. Czyli dzień wtorkowy możemy uznać za ciekawie spędzony przed komputerem. Pozdrowienia dla czytających i komentujących zasyłam dziękując za odwiedziny serdecznie.

czwartek, 16 lipca 2015

Analiza


Witam czwartkowym upalnym wieczorem.
Po nieboskłonie skradają się burzowe chmury, to się zbierając w dużą grupę to znów się rozpierzchając niczym stado wróbli na wszystkie strony, przed promieniami słońca, które jeszcze wysoko rozsyła swe promienie.
No, ale komu by się chciało w takim skwarze siedzieć przed komputerem a na dokładkę czytać moje wypociny. Więc, jedynie słów kilka jeszcze żeby nie przynudzać zbytnio.
"Dioni" czasami lubi pozować do zdjęć i jedynie okulary mu jakoś nie pasują, poza tym nie ma większego znaczenia czy to czapka czy moja stara koszulka, którą dostał do legowiska.
Lubi zwracać na siebie uwagę, choć szczekaniem raczej rzadko.



Pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu był takim małym urwipołciem.


Miało być krótko a tu znów zanudzam.
Więcej o kudłaczu innym razem, teraz jeszcze jakiś bazgroło sprzed lat.



Analiza  1992-01-17
 
  Amatorskie fotografowanie i pisanie wierszy
  Chwile odpoczynku w słuchaniu świerszczy
  Nie jest mi obcy świat zwierząt i roślin
  Często na mej twarzy uśmiech gości
 
  Czasami przenika twarz wyraz zamyślenia
  W tęsknotach-marzeniach zagłębienia
  Mam serce dla zwierzaków i ludzi
  Poznawanie świata nigdy mnie nie nudzi
 
  Powoli zgłębiam życia tajemnice
  Dzielącą mnie od innych różnicę
  Analizuję-porównuję i piszę
  Wspomnieniami wypełniam pustki kliszę

Jan Józef Łoziński


Pozdrawiam za zaglądanie i plusowanie serdecznie dziękując.
Miłego wieczoru życzący.


wtorek, 14 lipca 2015

"DIONI" "FALKOR" CZYLI " SMOK SZCZĘŚCIA" ДРАКОН УДАЧИ DRAGON LUCK sorte do dragão







Coś ostatnio ani pogoda ani samopoczucie mi nie pasuje zbytnio.
Podsyłam, zatem najnowsze zdjęcie ze swoim kudłatym przyjacielem.
Więcej o nim już wkrótce a dziś życzę miłego wtorkowego wieczoru pozdrawiając serdecznie.




niedziela, 12 lipca 2015

Baštena kuhinja ili kuhinjska bašta Jezera plitvicke

Witam niedzielnym wieczorem
Cały dzień coś się kręci w powietrzu i opadów nie widać. Co chmury się nazbierają to znów je wiatr rozgoni a człek znużony i zasypiający, jakby piaskiem dostało się po oczach?
Wczoraj nic nie zamieściłem wiec dziś choćby zdjęć kilka ze swojego pobytu na Jezerach Plitvickich w 2011 roku.



Rankiem zatrzymaliśmy się żeby coś zjeść a przy restauracji spotkaliśmy żywe niedźwiedzie na wyciągnięcie dłoni nieomalże.


Rzut okiem na tablicę z mapą parku.


Wodospady i skały w różnych miejscach i na różnych wysokościach.


Rośliny odmienne od naszych i takie same jak u nas.


Zachwycający kolor wody.


Masę ryb i narybku.


Przy bliższym spojrzeniu do wody, odnosiło się wrażenie, że ktoś wypuścił do niej wodę z pralki tak była odbarwiona ze względu na duże wapnia.


Stopnie i kaskady prawie jak na Krku.


I znów zieleń i wodospady.



I kilka zdjęć z pokładu akumulatorowych łodzi, którymi wracaliśmy na brzeg skąd odwoziły nas do autobusu specjalne samochody terenowe z przyczepami.


Najbardziej wkurzali mnie starsi azjaci z parasolkami chroniącymi od słońca.
Mając druty parasolek na wysokości swojej twarzy musiałem uważać żeby nie stracić oka zamiast przyglądać się widokom.
Kto wie, może jeszcze kiedyś tam zajrzę?
Polecam pod rozwagę ten kierunek zwiedzania, jeśli będziecie w tamtych stronach.
Pozdrawiam w oczekiwaniu na pierwsze krople deszczu przy praktycznie granatowym niebie.

Baštena kuhinja ili kuhinjska bašta wilczy jar - vučji dol

piątek, 10 lipca 2015

JESIEŃ TO CZY LATO?

Po falach upałów, nagle oziębienie nastało.
Taka typowo jesienna pogoda.
Ciemno i wietrznie.
Wiatr bawi się połami marynarki a nieboskłon zdaje się straszyć chmurami, rozkoszując się nerwowymi spojrzeniami przechodniów, zadających samym sobie pytanie - będzie padać czy jeszcze poczeka? "Dioniemu" taka odmiana bardzo pasuje, bo przy jego futerku upał to udręka.
Ma po mamie okrywę włosową a po ojcu sierść, więc mieszanka izolacyjna całkiem intensywna.
No, ale skoro taka pogoda to można by trochę starych zdjęć wstawić żeby już przypomnieć o wykopywaniu zapomnianych cebulek kwiatowych, które za kilka tygodni znów powędrują do gleby na nowe miejsce gdzie w przyszłym roku powinny zakwitnąć jeszcze piękniej niż tegoroczną wiosną. Ktoś pomyśli, że to może jakieś wysypisko śmieci bądź przegląd workowanych podłoży ogrodowych! A to jedynie wierzchnia warstwa gleby zebrana do worków, aby łatwiej rozłożyć cebulki a potem je zakryć ziemią .


Osobiście wolę i tak stosuję system sadzenia, że wybieram potem w odkrywkę rozkładam cebulki i mam zachowaną rozstawę.


Można też ziemię przerzucić na jedną stronę a potem przykrywać cebulki z pryzmy.


W 2013 roku cebulek było sporo - w tym roku niestety jakiś nornik czy karczownik poważnie przerzedził moje zagony i zostały mi jedynie kwiaty, które posadziłem na działce na ogródkach działkowych.


Skrzynki, pudełka i różne tabliczki z nazwami.


Cebulki dorodne i okazałe oraz maleństwa w zależności od gatunku i odmiany.


Te kawałki plastikowych pasków po prawej stronie posłużyły do oddzielenia od siebie grup nasadzeniowych. Tak, aby wiedzieć, która odmiana gdzie sięga swoimi korzeniami.


Na słońcu dosuszałem orzechy włoskie.



Kilka ujęć terenu działania.






Najgorzej jest sadzić te miniaturowe cebulki czosnków ozdobnych czy szafirków.
Trochę mozolnego ślęczenia matka natura zrekompensuje pięknymi kwiatami na wiosnę.




Grządkę okoliłem grupą szafirków i bardzo byłem z tego wiosną rad, bo niebieski ich kolor doskonale się komponował z żółcią narcyzów.



Brak cierpliwości i fizyczne niedomaganie po przebytym rok wcześniej zabiegu na sercu spowodowało pójście na skróty.
Drobnicę wysypałem na jej miejsce i tylko rozgarnąłem w miarę równo, aby nie były rośliny na kupie.


Więc jeśli nie wykopywaliście dawno swoich tulipanów, narcyzów czy hiacyntów to pomyślcie czy nie warto rozsadzić swoich lokatorów ogródkowych i dać im nieco więcej miejsca do rozwoju.
Tradycyjnie pozdrawiam czytających i klikających, miłego weekendu życząc.