piątek, 27 grudnia 2013

Święty Mikołaj 1992-12-07


No i mamy pierwszy dzień świat bożego narodzenia 2013.
Piękna słoneczna pogoda z temperaturą + 9 st. C a jedyne co psuje ten 
świąteczny czas to huraganowe porywy wiatru.
Drugi dzień świąt jeszcze lepszy + 12 st. C i wiatr już lżejszy.
Dla tradycjonalistów to żadne święta jak brak śniegu.
Wspomniał mi się czas z lat siedemdziesiątych kiedy wychodziło się na wioskę i w promieniu
kilkuset metrów nie było widać nikogo.
Mróz za uszy i nosy szarpał a w powietrzu unosił się zapach pomarańczy.
Zachodziliśmy w swoich młodych głowach jak to możliwe?
Potem snuliśmy wnioski że skoro są pomarańcze w sklepie to ktoś musiał je nieść do 
domu i smużka zapachowa pozostała dodając woni świętom.
Zawsze pod koniec listopada czy jakoś w tym terminie podawali komunikat na "Dzienniku "
w telewizji że statek z pomarańczami z Kuby już wypłynął i owoce dotrą w okresie 
przedświątecznym na nasze stoły.
W okresie pomiędzy świętami i nowym rokiem oraz na feriach jeśli tylko warunki pozwalały 
spinaliśmy po trzy cztery a nawet i więcej par sanek na metalowych płozach i zjeżdżaliśmy
z góry obok cmentarza aż na sam dół za przystanek autobusowy i sklep.
Na przodzie najczęściej siedział najcięższy kolega z łyżwami na butach i kierował całym 
zaprzęgiem.
Po oblodzonej nawierzchni było słychać dudnienie obciążonych sanek i pokrzykiwanie 
dzieciaków.
Zjazd miał jakieś 700 metrów i kilka sporych zakrętów przy różnicy poziomów 20 do 30 metrów jak mi się zdaje.
Ten element akurat jest do sprawdzenia na mapach "geoportalu" jeśli chodzi o długość 
zjazdu i pochylenie drogi.
Często psioczyliśmy na mieszkańców którzy wysypywali popiół na drogę żeby nie była tak 
śliska.
Oni mieli swoje racje a my guwniażerka swoje potrzeby wyszalenia się.
Jak nie było warunków do zjazdów saneczkowych lub zbyt mało osób do tychże to szliśmy 
na "Górę Kurkiewicza" żeby tam pojeździć na sankach czy nartach.
W wąwozie drogi którą się do wspomnianej góry dochodziło budowaliśmy bunkry śnieżne.
To były wspaniałe czasy.
Czasami wybieraliśmy się do lasu z sianem czy jakimiś okopowymi dokarmiać zwierzaki.
Chodziło się po jemiołę na " Wysokie świerki " a raczej na "lotnisko " bo niby tam po wojnie był
rozbity samolot.
Tam rosła jemioła na szczytach potężnych jodeł.
Ale o tym może kiedy indziej.
W czasie takiej wyprawy dokarmiającej widzieliśmy w oddali stado siedmiu wilków - ale o tym 
też innym razem powspominam.
W mieszkaniu w okresie świątecznym pachniało wypiekami i suszonymi owocami z których 
gotowało się kompot.
Całe wory tych delicji stały w spiżarni i nie był to taki rarytas jak dziś.
Po choinki chodziło się do lasu lub do sadu gdzie rosły na obrzeżach wzdłuż płotu.
Masę wspomnień a czasu mało żeby o nich wszystkich napisać - wszystko w swoim 
czasie i miejscu.
Miejsce już mam - czyli tutaj na blogu.
A czas gdzieś w przyszłości sam nie wiem czy bliższej czy dalszej.
Czasami człowiek siedzi i pisze co mu duszki domowe do ucha szepczą a czasami 
siedzi i prostego zdania napisać nie umie.
Ot takie zwykłe koleje losu.
Ale mamy już po świętach i trzeba myśleć o Sylwestrze i Nowym Roku.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i czytających miłego weekendu - ostatniego w 2013 
roku życząc .

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Święty Mikołaj 1992-12-07
 
Już powoli zapada ciemność
Zwyczajny dzień, acz świąteczna niecodzienność
Tylko jeden raz w każdym roku
Zdarza się przy zapadnięciu zmroku
 
Zanim pierwsza gwiazda na niebie zaświeci
Święty Mikołaj po niebie przeleci
Ze swego wora rozrzuci prezenty
By każdy był szczęśliwy, uśmiechnięty
 
Zabłyśnie gwiazdka na krawędzi nieboskłonu
Ci, co daleko, powrócą myślami do rodzinnego domu
Przy wzajemnej modlitwie, łamaniu opłatkiem
Złożymy sobie życzenia szczęścia-zdrowia z dostatkiem
 
A gdzieś tam na niebie pośród nocy
Święty Mikołaj przymruży swe dobre oczy
Uśmiechnie się, swym Reniferom głosem da znak
Znów ruszą jego sanie na niebiański szlak
 
A gdy już wszystkich podarunkami obdarzy
Szczęśliwy uśmiech zagości na zmęczonej twarzy
Skieruje swe Reny do zimnej północnej krainy
Gdzie wraz z nim robotne krasnale się osiedliły
 
Gdy miną święta i zacznie Nowy Rok
Znów się rozpocznie zabawek produkcyjny tok
Będzie się uwijać Święty Mikołaj i Krasnale
By Cię obdarzyć następnej Wigilii jak najwspanialej


Jan Józef Łoziński

Ozimek 2013-12-27 Piątek