środa, 5 lutego 2014

BUREK 17.01.1992.















BUREK 17.01.1992.

 
Miałem kiedyś wspaniałego kompana. 
Towarzyszył mi od samego rana. 
Był kudłaty ,biało rudawy, 
Mina wesoły ,wzrok roześmiany. 
 
Ogon niczym chorągiew na wietrze, 
Oko w łacie , drugie bez , jak gdyby mniejsze. 
Świetny lekkoatleta wysportowany, 
Niczym były dla niego płoty i parkany. 
 
Wspaniały myśliwy o żelaznej woli, 
Trzy dni siedział przed dziurą , aż szczury wyłowił. 
Wioskowy najlepszy amant i kochanek, 
Stawał na wysokości suczych zachcianek. 
 
Razem wędrowaliśmy po lasach i polach, 
Jedna nas łączyła romantyczna dola. 
Słuchał tylko mnie i mojej mamy, 
Odszedł i nawet miejsca spoczęcia nie znamy. 
 
Gdy nas rozłączyła ma służba wojskowa, 
To pomimo że pogoda mroźna lutowa, 
Psina przez trzy dni w bramę wpatrzona, 
Czekała na mój przyjazd wytęskniona. 
 
Skąd wiedział , jak wyczuł , oczekiwał, 
Co wyprawiał , jak się cieszył , co wydziwiał. 
Gdy mnie zobaczył , jakże mnie witał, 
A jam w jego oczach , miłość , wierność czytał. 
 
Nam dobrze z nim , jemu z nami , 
Wspominam tamte dni , żyję wspomnieniami. 
Gdy nadszedł kres dni , odszedł , znikł, 
Nie widział go nigdzie , nikt . 
 
Odszedł by umrzeć z dala od domu 
Wymknął się rankiem , cicho po kryjomu . 
Wiedział że go wszyscy kochamy . 
Odszedł , ale nigdy nie będzie zapomniany. 



Jan Józef Łoziński


Zbyt ładna słoneczna pogoda aby siedzieć przed komputerem i pisać.
Pozdrawiam serdecznie odwiedzających dziekując i za odwiedziny i za to że jesteście.
Miłego środowego popołudnia życzę
Ozimek 2014-02-05