środa, 22 stycznia 2014

GRZYBY Mile Kitic - Plava ciganko - Grand Show






Mile Kitic - Plava ciganko - Grand Show 
Podoba mi się ten kawałek - jest taki rytmiczny i nogi same przebierają.
Ale wróćmy do grzybów.

Grzybne przypomnienie  1992-01-16

 

Tu kurka -tam prawdziwek
Tu maślak -tam podgrzybek
A tam polanka pusta
Jakże marzą mi się Twe usta

 Tak bardzo Cię pocałować chciałem
Takim uczuciem do Ciebie pałałem
Wkurzony honorem się zasłaniałem
Nie będę prosić -w duchu powtarzałem

 Potem nadszedł Paryż i nowe nadzieje
Teraz sam z siebie się śmieje
Myślałem że rzuci mi się w ramiona
Że będzie uczuciem rozpromieniona

 Znów lekcję od życia dostałem
Tak bywa -zbyt wiele planowałem
I choć pod koniec było wspaniale
Znów zostałem sam w życia nawale

Jan Józef Łoziński


Zaledwie chyba ze trzy razy w sezonie 2013 byłem na grzybach.
Z jednej strony to trochę się obawiałem przed niepewnością reakcji mojego organizmu który jeszcze nie doszedł do pełnej odporności po operacji serca w 2012 roku.
A z drugiej strony tutejsze lasy nie dają mi takiej satysfakcji obcowania z przyrodą jak te z rodzinnych stron w górach Opawskich.
Tutaj płaski teren i same nasadzenia sosnowe z rzadka przetykane innymi gatunkami jak nie świerkowymi to dębowymi lub mieszanymi.
Wszędzie pełno grzybiarzy jak nie miejscowych to z górnego śląska.
Obok Ozimka pełno spacerowiczów z biegającymi psami różnej wielkości i zaczepności.
Tego najbardziej nie lubię w lesie - nieodpowiedzialnych ludzi niezdających sobie sprawy że ich pupil może być zagrożeniem dla zwierząt i innych spacerowiczów.
W podszyciu też nie ma większej różnorodności - jedynie jagodniki i czasami połać malin czy paproci.
Za to tam w rejonie Opawic a konkretniej małej Radyni było zupełnie inaczej.
Teren pofalowany pełen wzgórz lasów i zagajników.
Zawiła linia ściany lasu to wkraczająca w pola to znów uciekająca w głąb kompleksu zadrzewień i wciągając jęzor roli czy łąki kilkaset metrów w głąb ku dolinie lub wierzchołkowi góry.
A góry niezbyt wyniosłe ot tak do 500 metrów nad poziom morza.
Te wyższe już po czeskiej stronie ciągnęły się na południowy zachód ku Pradziadowi który mierzy sobie jedynie 1491 metrów a po czesku nazywa się Praded.
Lasy i pola porozgraniczane siecią strumyków i mniejszych rzeczułek toczących swe wody na wschód , południe czy północny zachód.
Czasami rozlewąjacych sie po zabagnionej łące lub łączących sie po kilka by ze zwiększoną siłą pokonywać różnice terenu i wpadać znów do czegoś jeszcze większego.
W podszycie leśnym masę Czerwonego Bzu i Czarnego , malinisk i jeżyn tworzących tereny nie go przebrnięcia dla człowieka i zwierza.
Żarnowce , Głogi i dzikie grusze a wszędzie olbrzymie ilości dzikiej róży.
Na zboczu góry pomiędzy Bursztetem a Wierzą nad cienką nitką strumyka można było spotkać wiosną kwitnące Wawrzynki Wilczełyka a nieco wyżej niebieskawe polany Przylaszczek.
Cała dąbrowa jaka porastała Wierzę wiosną aż uwodziła wonią olbrzymich połaci kwitnących Konwalii Majowych.
Na łąkach i po obrzeżach lasów i zagajników śródpolnych na krzewach wierzb rozpościerały swoje płaszcze powoje dzikiego Chmielu.
Wiosną aż odurzała woń Czeremchy na współ z Dziką Czereśnią ubierające góry w białą sukienkę swych kwiatów.
Po kamienistych miedzach i okrajach polnych dróg zaznaczały swoją obecność Goździki , Dziewięćsiły , Dziurawce i setki innych drobnych kwiatów i ziół.
Grzyby też były jakby bardziej aromatyczne.
Opieńki nawet w sadzie rosły przy drzewach owocowych lub przy świerkach które okalały działkę.
Kiedyś nad Opawicami znalazłem potężnego świerka na którego pniu rosła grubą na jakieś 20 cm ścieżką wstęga opieniek na wysokość około 5-6 metrów.
Ale jakie to były grzyby? Twarde i jędrne nie takie kapcie jak te w trawie zbierane.
Prawdziwki zdarzały się z rzadka ale podgrzybków jak i kozaków nie brakowało. Tak brązowych Babkami zwanych jak i tych Czerwonych.
Kurek i Maślaków tyle że czasami przysłowiową kosą można by kosić.
Czasami znajdowało się grzyby które tylko można w atlasach spotkać.
W jednej chwili tworzyły okrągłą kulkę a po kilku godzinach gdy do nich zajrzeć okazywały się rozłożone w gwiazdę jak choćby Gwiazdosz czy Promieniak i wiele innych.
Dla niektórych to jedynie " psiaki " czyli grzyby niejadalne i zasługujące jedynie na kopnięcie i rozdeptanie ale ja ilekroć widziałem te które nie trafiły do mojego kosza omijałem je pozwalając dalej rosnąc i cieszyć się swoim krótkim życiem.
Dziadek który był przedwojennym Gajowym jak i mój ojciec uczyli mnie zawsze szacunku dla przyrody i kto wie czy właśnie nie dlatego mam takie dość dobre szczęście do grzybobrania.
Ech gdzie są te wspaniałe chwile spędzane na włóczęgach leśnych - jedynie trochę wspomnień pozostało.
Tam wystarczyło czasami przesunąć się o kilka czy kilkanaście kroków aby już się zorjentować gdzie się jest.
A tutaj można iść czasami kilometrami i nie znajdować żadnych znaków orientacyjnych pośród drzewostanu sosnowego.
Dlatego też nie lubię płaskich równinnych terenów.
Tam był spokój bo teren graniczny i patrole WOP u skutecznie zniechęcały amatorów odwiedzin leśnych ostępów.
Nawet czasami miejscowi woleli nie zapuszczać się w tereny gdzie granica szła ścieżką pośród lasu bo nie wiadomo kiedy można było sie znaleźć po Czeskiej stronie - woleli nie ryzykować i słusznie.
Po co ładować sie w kłopoty.




A to zdjęcia z moich małych wypadów - trochę podgrzybków i kozaków.



Za dwie godziny z dojściem do lasu i powrotem takie 3/4 kosza.



Znalazło sie kilka ładnych prawdziwków.



Posortowane wedle wielkości i gatunku pójdą do marynowania lub smażenia.



Trzeba sprawdzić czy nie opanowały ich robaki co często się zdarza pomimo że na zewnątrz grzyb wygląda na zdrowy.



Trochę kurek do smażenia.


I jeszcze jedno ujęcie prawdziwków.
Kilka słoiczków marynowanych się zrobiło i teraz jest jak znalazł choćby do sosu tatarskiego jak tylko przyjdzie domownikom nań ochota.
Nie bardzo jest czym się chwalić - ale zawsze to jakieś wspomnienia dzięki zdjęciom zapamiętane.
Dzięki za odwiedziny i zapraszam do poczytania następnych wpisów.
Ozimek 2014-01-22