poniedziałek, 13 stycznia 2014

SOK I NALEWKA Z ARONII

SOK I NALEWKA Z ARONII

Na początku października 2013 roku przywiozłem z rodzinnego domu kilka skrzynek Aronii.
Krzewy aż się gięły pod ciężarem dorodnych kiści ciemnych owoców.





Te kilka skrzyneczek zabrało mi ładnych kilkanaście godzin czasu na oczyszczenie owoców z liści i gałązek , przepłukanie , zasypanie do sokownika , przesypanie cukrem a potem porozlewanie soku do słoiczków i etykietowanie.



Niby wagowo nie tak dużo.



Zalane wodą w wiaderku i odszypułkowane.



Wsypane do naczynia Philipiaka w którym się gotuje na parze.



Czyściutkie owoce błyszczą nadmiarem soku.



Cukier dopełnia zestaw składników na sok.
Troszkę wody i na kuchenkę indukcyjną.
Wody nie trzeba uzupełniać jak w zwykłym sokowniku bo sok sam dla siebie wytwarza parę.
Zestaw garnków do gotowania na parze sprawdził sie doskonale w roli sokownika.






Pozostałe resztki owoców ze skórkami i pestkami powędrowały do pięciolitrowych słoi gdzie dodałem trochę cukru i uzupełniłem je pół litrową porcją spirytusu 96 % z Biedronki.



Teraz tylko czekam żeby w wolnej chwilce spróbować jak ta naleweczka wyszła.
Musiałbym to zrobić w najbliższych dniach bo wszelkie pestki nie powinny być dłużej w nalewkach niż trzy miesiące - przynajmniej tak mnie zawsze uczyli starzy fachmani w dziedzinie domowych trunków.
Może w przypadku Aronii nie ma to takiego wpływu jak w owocach typu śliwki - ale lepiej dmuchać na zimne niż mieć sensacje żołądkowe po kontakcie z nalewką gdzie już zaczął działać kawas pruski.
Temat niby trochę już po czasie - ale za kilka dni degustacja więc trzeba napisać skąd się ten ciemno karminowy trunek wziął.
Pozdrawiam miłego poniedziałkowego wieczoru życząc.

Ozimek 2014-01-13